Lolita nieraz słyszała opowieści o autorach recenzujących pod pseudonimem własne książki. Ba, czytała omówienia pisane przez zachwyconych przygotowanymi przez siebie wystawami kuratorów, sądzących widać, że nikt poza nimi w kraju nad Wisłą pisać o sztuce już nie potrafi.
W swej naiwności sądziła jednak, że podobne, "lanserskie", praktyki są stosowane jeno przez najnędzniejsze brukowce. Toteż jakie było jej zdziwienie, gdy zgłosili się do niej redaktorzy "artPAPIERu", zbulwersowani omówieniem najnowszego numeru ich pisma, które zostało przygotowane - o zgrozo! - przez autora jednego z publikowanych w nim tekstów.
Jak widać, zasada omów się sam, bo nikt lepiej tego od ciebie nie zrobi, zaczęła niebezpiecznie się upowszechniać. Szkoda tylko, że twórcy "Witryny", których celem jest przecież promocja polskich czasopism, publikując (zamawiając?) tego rodzaju teksty, czynią czasopismom kulturalnym niedźwiedzią przysługę. Wszak nie o taką "reklamę" chodzi.
Lolita, zamiast oddawać się przy porannej kawie przyjemności lektury pachnących jeszcze farbą drukarską dzienników, ledwo otworzy zaspane oczy, rzuca się w wir sieci. Toteż jakie było jej zdumienie, gdy na jednym z blogów znalazła informację na temat Kampanii na rzecz dowartościowania literatury w internecie.
Lolita kompleksów ani problemów z otwartością na innych raczej nie ma. Cóż jednak począć z tą wyczekiwaną przez inicjatorów kampanii niczym mesjasz, "Wielką Literaturą Internetową, która wstrząśnie polskim krajobrazem literackim"? Tego Lolita nie wie, bo dotąd wydawało się jej, że literatura jest jedna, niezależnie od tego, czy zapisano ją na glinianych tabliczkach, zwojach papirusu czy twardym dysku komputera.
Jak informuje nasz olsztyński korespondent, wczoraj, po spotkaniu autorskim promującym tom "Paralaksa w weekend", Tomasz Pułka popisywał się w jednym z miejscowych klubów nieprzeciętnymi zdolnościami tanecznymi. Co zostało udokumentowane poniżej.
Jak tak dalej pójdzie już wkrótce zobaczymy go w kolejnej edycji programu "Gwiazdy tańczą na lodzie". Wszak zima dopiero się zaczyna, więc czego jak czego, ale okazji do ćwiczeń będzie w najbliższym czasie pod dostatkiem.

Jak donosi szycownik, Paweł Lekszycki, został wczoraj jednym z redaktorów internetowego dwutygodnika "artPAPIER". Lolita już cieszy się na myśl o czekającej ją niebawem poetyckiej uczcie, zwłaszcza, że w niczym nie umniejszy to obecności prozatorskich specjałów serwowanych co dwa tygodnie przez Wojtka Rusinka.
http://www.gilling.info/olkusz-2007-11-10/image_33.html
Życiowa praxis niejeden już raz potwierdziła intuicje rasowych teoretyków literatury. Tym razem Lolicie dane było przekonać się, że nie istnieje już zjawisko prawomocnej i skończonej interpretacji, a rzecz dotyczy - co ciekawe - jednego z wpisów na blogo Lolity! Otóż między Lolitą a jej przyjaciółką rozgorzał spór, kogo przedstawia okładka książki "Progressive rock" - czy to możliwe, że jeśli odrysuje się owal twarzy bardzo znanego śląskiego krytyka, rysunek będzie przedstawiał krakowskiego piewcę rozdroży i kapitalizmu?
Jak się okazuje, nie tylko Lolita pozostaje pod urokiem swojskiej odmiany architektury lecorbusierowskiej. Promując wizualnie swą najnowszą książkę - "Nie ma mono", Miłka Malzahn "Nie ma mono", Miłka Malzahn prezentuje jej fragment, podczas gdy w tle przesuwają się półprzejrzyste bryły bloków, rzędy balkonów, zimne trawniki. Pozornie oczywista, statyczna, geometryczna przestrzeń ożywiana jest jednak w prozie Miłki całkiem nieoczywistym zjawiskiem, o czym czytelnicy Lolity mogą się przekonać, oglądając krótki filmik.
Lolita jakiś czas temu anonsowała wystawę Dożynki III Demoniczna Lewatywa grupy Duet (Daniel Rycharski, Sławomir Shuty) prezentowaną w łódzkim Centrum Sztuki Patio. Pokazane na niej prace stanowią pierwszą część tryptyku pt. Miejska sztuka ludowa, którego zamysłem jest stworzenie w warunkach miejskich sztuki mającej charakter "ludowy, dekoracyjny, relaksacyjny". Fotografie z wernisażu wystawy przekonują, że Sławek Shuty ostatni z tych celów już osiągnął. Teraz czekamy na jego występ w stroju krakowskim.
Fot. P. Piłat. Materiały prasowe Centrum Sztuki Patio.
Kilkanaście miesięcy temu Lolita przeczytała na stronie www.literackie.pl świetny wiersz Wioletty Grzegorzewskiej,który zapadł jej w pamięć:
Wioletta Grzegorzewska
WSZYSTKO O MOIM OJCU
Ojcze, Synu Mętnej Warty, Synu Bożego Stoku,
Synu Śląskich Akwenów i Jurajskich Kamionek;
Destruktorze rozkładający raki na czerwone;
Wojowniku w tatarakach z bambusową bronią,
prowadzący wojny podjazdowe z piżmakami,
które odważyły się przegryzać tętnice grążeli.
Kozetkowy Onanizatorze, niech mnie pamięć myli.
Wędkarzu w liściu łopianu na głowie, Magiku,
któryś czarował skręta ze śliny, tytoniu, bibułki.
W dymie byłeś znawcą mitologii chrząszczy,
takich jak Tribolium destruktor żyjący w orzechach,
który niszczy w zagrożeniu swoje młode larwy.
Muzykancie, któryś krzywdził w nocy niewinne
bandżo i moje uszy wielkimi improwizacjami;
grający na liściach przed oniemiałą rodziną
piosenki Elvisa Presleya i więzienne ballady.
Pszczelarzu, któryś przenosił gołymi rękami
z jabłoni do ula młode roje i karmił je karmelem.
Ojcze Gołębiarzu, Kłusowniku, Mistrzu Ceremonii,
któryś przeszukiwał areały ażurowych kości;
zwinięte w zbożach kuropatwy nabierał na wnyki;
bażanty pozbawiał godowej maści i powietrza;
stare liliputki naciągał na miedziane szkielety;
czyste wnętrza rudych kun faszerował watoliną.
Ojcze, którego odnalazłam, niech mnie pamięć myli,
na "liście Wildsteina", któryś na portierni szkolił
robotników, aby kasowali w datownikach karty pracy
jak chore, białe języki. Odźwierniku posyłający
papier na sponiewieranie, biegający na pochody,
na zabawy, na odpusty, Don Juanie Wiejski.
Felczerze od wszystkich boleści, któryś ratował
mi życie psim sadłem, niech mnie pamięć myli.
Królu Hipochondryków umierający codziennie
na jedną z pięciuset stron "Domowej Medycyny".
Niech będzie przeklęty ten sinawy zimorodek,
który wygrzebał gniazdo w Twoim słabym sercu.
2006.
Źródło: http://www.literackie.pl/utwory.asp?idautora=60&idtekstu=669&lang=
Kilka dni temu, Lolita przeglądając "Strefę debiutu" katowickich "Opcji" (str. 84) ze zgrozą przeczytała coś, co swoim nazwiskiem firmuje niejaka Monika Josińska (ur. 1984 w Chorzowie) :
***
Dziadku... Muzykancie, któryś krzywdził w nocy niewinne
jej uszy wielkimi improwizacjami;
Grający na liściach piosenki Presleya i więzienne ballady.
Pszczelarzu, któryś przenosił gołymi rękami
z jabłoni do ula młode roje
Dziadku, któryś szkolił
robotników, aby kasowali w datownikach karty pracy
jak chore, białe języki.
Lekarzu od wszystkich boleści, któryś ratował
mi życie psim sadłem, niech mnie pamięć myli.
Niech będzie przeklęty ten sinawy zimorodek,
Który wygrzebał gniazdo w Twoim słabym sercu.
„Opcje”, nr 3/2007
Redaktorka „Opcji”,poetka Katarzyna Zdanowicz- Cyganiak, „wprowadzając” młodą autorkę na łamy pisze m. in.
„Teksty te zyskują poetycką wiarygodność przede wszystkim dzięki intymności i autentyczności wyznania oraz niezapomnianym puentom, np.: Niech będzie przeklęty ten sinawy zimorodek, / który wygrzebał gniazdo w Twoim słabym sercu.”
Lolita jest oburzona i nie rozumie, jak za ewidentny plagiat, którego dopuściła się młoda poetka, bezczelnie zrzynając całe fragmenty tekstu od starszej koleżanki, może być jeszcze chwalona... Bo nawet jeśli obie panie pochodzą z tej samej rodziny i opisują te same postacie, to i tak, państwo wybaczą, nie ma na to żadnego wytłumaczenia... Sprawa śmierdzi i domaga się wyjaśnienia, bo przecież plagiat to PRZESTĘPSTWO.
Lolita z przyjemnością informuje, że Szycownik Śląski przoduje w klasyfikacji blogów regionalnych portalu bloog.pl. Korzenna poezja, proza i krytyka literacka wygrywa nie tylko z starowiercami i felietonami lubuskimi, ale też, czego szczególnie gratulujemy, z blogiem poświęconym jakże wiele obiecującemu tematowi winobrania. Teraz z zapartym tchem czekamy, aż Szycki znokautuje Rafalalę.
Podczas wczorajszego spotkania z Olgą Tokarczuk w bytomskiej "Kronice" poruszona została dość ważna kwestia, która rzuca nowe światło w badaniach nad "pokusą bycia mieszczaninem". Otóż prowadząca spotkanie nawiązała do tytułowego motywu "biegunów"; przypomnijmy - ludzi pozostających w ciągłym ruchu, uciekających od trwałości, zasiedzenia, szatana, skupienia.
W pewnym momencie padło pytanie - czy czytelnicy, siedząc w fotelu, mogą zostać biegunami? Autorka "Prawieku" odpowiedziała, że owszem, mogą, bo chodzi przecież o wewnętrzne niepokój i wolność.
Zgoda - pomyślała Lolita - jest to jednak dość niebezpieczne, bowiem cienka jest granica między biegunami na fotelu a fotelem na biegunach.
* Pytanie Lolita cytuje z pamięci, więc niedokładnie.
W miniony czwartek w katowickim klubie Cogitatur zagrały Świetliki. Lolita była pod wrażeniem zarówno soczystego, świeżego brzmienia "kultowego zespołu o profilu muzycznym", jak i tłumów publiczności na koncercie...Po występie śląscy poeci zorganizowali małe domowe "afterparty" z udziałem Mistrza... Poniżej-krótki fotoreportaż.
Lolita jest pełna podziwu dla oddania, z jakim KczK lansuje (także na jej łamach) polskiego "Rimbauda". Gratulujemy udanej kampanii promocyjnej i z niecierpliwością czekamy na akt usynowienia wyżej wspomnianego poety.
Jeszcze nie zdążyły na dobre wystrzelić armaty młodej lewicy, a już po piętach kolegom z "Krytyki Politycznej" depczą młodzi prawicowcy.
Lolita przegapiła niedawne wezwanie Jarosława Jakubowskiego do dokonywania "prawicowych coming outów" wzorem Rymkiewicza, Kilara, Karłowicza (Dariusza) czy Nowakowskiego. Lolitę zaskoczyła przewrotna retoryka eseju, w której "prawicowa rewolucja" goni "rewoltę kulturalną", ta zaś domaga się "bardziej nowoczesnej broni". To doprawdy intrygująca i icie ponowoczesna wojna (sic!) dyskursywna, Lolita obiecuje, że będzie się jej przyglądać z zainteresowaniem.
Szalenie jednak intryguje Lolitę, kiedy sztandarowi młodzi twórcy wyruszający na razie z proporcem tradycji usiądą wygodnie na kanapach z Ikei?
Jeden z Nieszufladzian donosi, że jutro (26.10) odbędzie się inaguracyjne spotkanie restaurowanego Koła Młodych krakowskiego ZLP. Podobno "Do koła może wstąpić każdy niezależnie od wieku i dorobku literackiego", przy tym jednak "o przyjęciach zadecyduje zarząd". W każdym razie warto, bo sekcja "może pomóc w debiucie".
Cóż, Lolita może i jest młoda i może z utęsknieniem czeka na swój poetycki debiut, ale wszystkim zainteresowanym zarówno Kołem Młodych, jak i ZLP pragnie przypomnieć znaczenie terminu "oksymoron" oraz wyjątkowe osiągnięcia związku w krzewieniu (bo nie "promocji" przecież) najmłodszej literatury polskiej.
W wydawnictwie BOSZ ukazało się właśnie albumowe wydanie antologii poezji inspirowanej fotografią "Pisane światłem". Lolita odnalazła książkę w dosyć specyficznej "Księgarni religijnej" ...
Czyżby świadczyło to o tendencyjnym doborze poetyckiego materiału?
Premiera i promocja książki odbędzie się 26 października w piątek o godz. 15.00 podczas Targów Książki w Krakowie. Lolita, żywo zainteresowana nie tylko literaturą, ale i m. in.fotografią, przyjrzy się bliżej anonsowanej pozycji i obecności w niej młodych poetów...
Czy to Adam, opuściwszy Kraków, zrobił się taki całuśny, czy też dał sie ponieść euforii na wieść o wynikach wyborów, a może jeszcze coś innego? Może po prostu Gil Gilling pozazdrościł fotki kumplom?
Tuż przed samymi wyborami w ręce Lolity trafiła teczka zawierająca tajne-przez-poufne materiały pewnego krakowskiego wydawnictwa. Pośród tekstów znaleźć można było w teczce intrygujące okładki książek, które wpisując się w dotychczasową strategię, mają prawdopodobnie stanowić odpowiedź literackiej młodzieży na nową sytuację polityczną.
Czy powieści ukażą się jesienią? Mamy taką nadzieję!
Na ostatnią okładkę Lolita, jako znana konserwatystka i estetka, zareagowała jednak z prawdziwym oburzeniem!
Jesienne szarugi sprawiły, że Lolita posmutniała, a melancholię, w jaką popadła, pogłębił jeszcze fakt, że książkowy zawrót głowy, który w październiku ogarnia Polskę od Wrocławia po Białystok, jakoś ominął ją tego roku. Bo i owszem, za miedzą, w Sosnowcu, panoszyli się zaprzyjaźnieni poeci, a przez śląskie miasta przetoczyły się kolejne już "Pory Prozy". Dostatnio było w Bielsku-Białej, Kędzierzynie, ba, nawet w Bytomiu, ale w Katowicach, jakoś skromnie nadzwyczaj, żadnych przyciągających tłumy, głośnych nazwisk, żadnych znanych krytyków, dobrze zapowiadających się debiutantek czy zakręconych autorów książek nie do czytania.
Cóż stało się ze snutymi od miesięcy w prasie regionalnej marzeniami o wielkiej Silesi, ze stolicą umiejscowioną gdzieś między Chorzowem a Mysłowicami? Gdzie podziała się jej kulturalna "potęga"? A przecież, w jednym z wywiadów stwierdził Henryk Waniek, "Śląsk to jest najbardziej przytulna część kraju. Dlatego tak dobrze adaptują się tam przybysze, wsiąkają w to miejsce i już są całkowicie 'u siebie'. (...) tam się wykluwa prawdziwa polska europejskość. Dobrze byłoby tego nie zmarnować". Nic dodać, nic ująć. Dobrze się stało, że chociaż krakowskie Wydawnictwo Literackie o Katowicach nie zapomniało i jedno ze spotkań promujących najnowszą książkę autora "Finis Silesiae" odbyło się w stolicy Górnego Śląska.
Lolita, zniesmaczona niekończącymi się, jałowymi dyskusjami na temat "roczników siedemdziesiątych" i ich następców, wywołanymi przez pewien niekonwencjonalny słownik kultury polskiej, postanowiła pójść własną drogą i samodzielnie ustalić, co odróżnia prozaików urodzonych w czasach późnego Gomułki i wczesnego Gierka od innych literackich pokoleń.
Tak oto, podążając ścieżką zasłaną opadającymi z drzew, złocistymi liśćmi, trafiła do zbiorów specjalnych zaprzyjaźnionej biblioteki naukowej, gdzie w kolekcji starych pocztówek znalazła wstrząsające dowody na to, że wspólnotę pokoleniową "roczników siedemdziesiątych" (oraz późnych sześćdziesiątych) ukształtowała nuda przetworzonego przez polską myśl budowlaną dziedzictwa Le Corbusiera.
Zanim na rynek księgarski trafią "Nudne pocztówki. Bis" w opracowaniu i ze wstępem naukowym Loli, prezentujemy niektóre z odkrytych przez nią mateczników współczesnej prozy polskiej.
Czy któryś z czytelników odgadnie, na której z archiwalnych fotografii skrywają się: Bielawa (Klimko-Dobrzaniecki), Chorzów (Kuczok), Ciechanów (Ostaszewski), Olsztyn (Sieniewicz)?
Po wystawie w łódzkim Centrum Sztuki Patio, szykuje się kolejna ekspozycja z udziałem Sławomira Shuty, tym razem jako modela jednej z prac Marty Deskur. Aspiracji krakowskiego performera i pisarza nie zaspokaja już ani rola księdza, prostego sługi Pana, ani papieża antykonsumpcji. Kameleoniczna natura poprowadziła go ku apostolstwu i już niedługo w Galerii Starmach będzie można oglądać św. Mateusza z Huty.
Czemu wybór padł na niepozornego Mateusza? Patrona celników, poborców podatkowych, księgowych i bankowców, który wzywany bywa na pomoc również w przypadkach nadużywania wysokoprocentowych trunków. Tego, niestety, Lolicie nie udało się ustalić.
Pochodzący ze śląska ambient-jazzowy zespół MUARIOLANZA zagrał charytatywny koncert w katowickim Areszcie Śledczym.Zespół zaproszony został osobiście przez pewnego poetę, który, marząc o karierze muzycznej,postanowił wkręcić się na sesję zdjęciową i udawać członka kapeli...
...bo a nuż ktoś bliski przygotowuje spisek? Ot, choćby w wyścigu po nagrodę Nobla - "ludożercą" okazać się może nawet brat:
"Prof. Jarzębski powiedział, że sam nigdy nie spekuluje, kto zostanie laureatem literackiej nagrody Nobla, bo to jest jak wróżenie z fusów.
- Nieśmiało myślałem jednak o Mario Vargasie Llosie - to taki wielki nie nagrodzony - przyznał.
Zwrócił też uwagę, że z polskich pisarzy Nobel należy się Stanisławowi Różewiczowi lub Sławomirowi Mrożkowi".
To - zdaniem Lolity - znaczące przejęzyczenie zostało dość szybko poprawione, domysły jednak pozostają.
Jak informuje Wydawnictwo W.A.B., za kilka dni ukaże się nowa książka Marka Krajewskiego. Wydawca umiejętnie podsyca atmosferę oczekiwania, tworząc wokół publikacji atmosferę głębokiej konspiracji. Tymczasem Lolicie przyśnił się ów tajemniczny tytuł! Brzmi od zaskakująco prosto i pięknie:
BRESLAU
Czy sen okaże się proroczy?
Polityczne secesje, przetasowania i wolty: z lewej na prawą, z środka na lewo, z prawa do środka i z powrotem, nie dziwią nawet Lolity, miłośniczki literatury pięknej, czerpiącej wiedzę o aktualnej sytuacji społeczno-politycznej kraju z niskonakładowych czasopism kulturalnych. W tym większą konfuzję wprawiło ją zdjęcie, które zauważyła w popularnym tygodniku .
Czyżby redaktor pewnego wyraźnie określonego ideowo pisma i jeszcze bardziej określonego wydawnictwa przymierzał się do stworzenia nowej partii centrowej?
Lolita z przyjemnością donosi, że jej współpracownik, zwany okazyjnie "naszym terenowym korespondentem", znacząco awansował w hierarchii społecznej.
Ku zaskoczeniu Lolity, jak i samego zainteresowanego (co podkreślamy!), został uznany przez komercyjnego dystrybutora wytworów kultury duchowej za "znanego". Może nie jest to jeszcze sława dorównująca popularności braci Mroczek, ale kto wie... Pierwszy krok został wykonany.
Radkowi gratulujemy i zazdrościmy!
Na mające się jutro odbyć w olsztyńskim Klubie Środowisk Twórczych spotkanie "NPO", czyli Najmłodszego Piszącego Olsztyna (Milena Maćkowiak, Marta Chyła i Michał Krawiel), zaproszono Mariusza Sieniewicza i Piotra Siweckiego, którzy, jak podaje jedna z wypatrzonych przez Mariusza not (zobacz tutaj) , "porozmawiają o życiu i śmierci".
Niestety, nie udało się nam dowiedzieć, co zaprezentują przedstawiciele NPO. Być może skupią się na okresie prenatalnym ludzkiego żywota, choć i ten temat wydaje się mocno wyeksploatowany, wszak kiedyś, czego najmłodsi piszący nie pamiętają, twórczość p. miała już swojego antologistę.
http://www.nadwyraz.pl/index.php